Wynajem busa
                                               Wynajem busa

Biały Dunajec

Chabówka

Czarny Dunajec Frycowa
Jazowsko

Klikuszowa

Kościelisko Łącko
Limanowa Lubomierz Młodów Mystków
Nowy Sącz Paszyn Poronin Rdzawka
Sromowce Wyżne
Stary Sącz Szczawa Tylmanowa
Zakopane Szczawnica Bukowina Tatrzańska Czarna Góra
Czorsztyn Grywałd Kamienica Kluszkowce
Krościenko nad Dunajcem
Lasek Łopuszna Maniowy
Mszana Dolna Niedzica Nowy Targ Piwniczna Zdrój
Rabka Zdrój Rytro Stara Wieś Szaflary
Zabrzeż Morskie Oko Dolina pięciu Stawów Białka Tatrzańska
Jurgów Leśnica Gronków Krośnica
Mszana Górna Zalesie Jaworki Krośnica
Stasikówka Rogoźnik Ostrowsko Kadcza
Rzeczanów Życzanów Sromowce Niżne Gołkowice Dolne Maszkowice

Wynajem busa Zakopane

Firma Langowski-Travel świadczy usługi w zakresie przewozów krajowych. W naszej gestii leży między innymi wynajem busa Nowy Targ. Działalność opieramy na doświadczeniu i profesjonaliźmie, a naszym celem priorytetowym jest komfort i bezpieczeństwo Klientów, którzy zdecydowali się na wynajem busa Limanowa.

Usługi Langowski-Travel są kierowane do firm, ambasad, agencji turystycznych, ale wynajem busa Warszawa proponujemy także Klientom indywidualnym. W ramach naszej działalności zajmiemy się profesjonalnym przewozem osób, przewozem delegacji polskich i zagranicznych, wyjazdami szkoleniowymi, obsługą ambasad, wyjazdów integracyjnych, wyjazdów na imprezy sportowe. W naszej gestii leży także wynajem busa Poronin w celu dowozu dzieci na wycieczki, zielone szkoły, obozy i wakacje.
powiedział. — Prawde˛ mówia˛c. . . ee. . . raczej nie powinienem uz˙ywac´ zakle˛c´.
Pozwolono mi tylko na par˛e sztuczek, ˙zeby ci˛e odnale´z´c i jako´s ci dostarczy´c te
listy. . . i to był jeden z powodów, dla których che˛tnie sie˛ tego podja˛łem.
—Dlaczego nie wolno ci u˙zywa´c zakl˛e´c?—zapytał Harry.
— No. . . tego. . . sam byłem w Hogwarcie, ale. . . ee. . . mnie wyrzucono,
prawde˛ mówia˛c. Na trzecim roku. Złamali mi róz˙dz˙ke˛ i w ogóle. Ale Dumbledore
pozwolił mi tam zosta´c. . . Zrobił mnie gajowym. To równy go´s´c, ten Dumbledore.
— Za co ci˛e wyrzucono?
—Robi si˛e pó´zno, a jutro czeka nas kupa roboty—powiedział gło´sno Hagrid.
—Musimy dostac´ sie˛ do miasta, kupic´ ci wszystkie ksia˛z˙ki i w ogóle. Zdja˛ł swój
czarny płaszcz i podał Harry’emu.
— Przykryj si˛e tym, b˛edzie ci cieplej. Nie przejmuj si˛e, jak b˛edzie si˛e troch˛e
ruszało. W której´s kieszeni jest chyba par˛e myszy.
Rozdział 5
Ulica Poka˛tna
Nast˛epnego ranka Harry obudził si˛e wcze´snie. Chocia˙z wiedział, ˙ze ju˙z jest
jasno, nie otwierał oczu.
— To był sen — powiedział sobie stanowczo. — ´ Snił mi si˛e olbrzym Hagrid,
który przyszedł, ˙zeby mi powiedzie´c, ˙ze mam pój´s´c do szkoły czarodziejów.
Kiedy otworz˛e oczy, b˛ed˛e znów w komórce pod schodami.
Nagle usłyszał dono´sne stukanie. No tak, ciotka Petunia ju˙z stuka do drzwi,
pomys´lał Harry i zrobiło mu sie˛ smutno, ale wcia˛z˙ nie otwierał oczu. To był taki
cudowny sen.
Puk. Puk. Puk.
— No dobra— wymamrotał Harry.—Ju˙z wstaj˛e.
Usiadł i wówczas zsuna˛ł sie˛ z niego czarny płaszcz Hagrida. Chata była pełna
sło´nca, burza ju˙z przeszła, sam Hagrid spał na zapadni˛etej kanapie, a w okno
stukała pazurem sowa, trzymaja˛c w dziobie gazete˛.
Harry wstał, czuja˛c, z˙e szcze˛s´cie rozpiera go jak wielki balon, który ktos´
w nim nadmuchuje. Podszedł do okna i otworzył je szeroko. Sowa wleciała i upu-
s´ciła gazete˛ prosto na Hagrida, który nawet nie drgna˛ł, tylko spał dalej. Sowa
wyla˛dowała na podłodze i zacze˛ła atakowac´ czarny płaszcz Hagrida.
— Przesta´n!
Harry próbował odp˛edzi´c sow˛e, ale kłapn˛eła na niego dziobem i dalej szarpała
płaszcz.
—Hagrid!— zawołał Harry.—Tu jest sowa i. . .
—Zapłac´ jej — mrukna˛ł Hagrid ze swojej kanapy.
—Co?
—Chce zapłaty za dostarczenie przesyłki. Poszukaj w kieszeniach.
Płaszcz Hagrida składał si˛e chyba z samych kieszeni — p˛eki kluczy, kulki
chleba, mie˛tówki, kłe˛bki sznurków, torebki herbaty. . . w kon´cu Harry wycia˛gna˛ł
gar´s´c dziwnych monet.
—Daj jej pi˛e´c knutów— powiedział Hagrid sennym głosem.
42
—Knutów?
—To te małe, bra˛zowe.
Harry odliczył pie˛c´ bra˛zowych monet, a sowa wycia˛gne˛ła noge˛, do której był
przywia˛zany skórzany woreczek, daja˛c mu do zrozumienia, z˙eby włoz˙ył tam pienia
˛dze. A potem wyleciała przez otwarte okno. Hagrid ziewna˛ł pote˛z˙nie, usiadł
i przecia˛gna˛ł sie˛.
—No, Harry, komu w drog˛e, temu czas, musimy si˛e dosta´c do Londynu i kupi
´c ci wszystko, czego potrzebujesz do szkoły.
Harry obracał w palcach monety. Wła´snie pomy´slał o czym´s, co sprawiło, ˙ze
poczuł si˛e tak, jakby kto´s przekłuł ten balon.
—Mmm.. . Hagrid?
—Mmm?— odpowiedział Hagrid, wcia˛gaja˛c wysokie buty.
— Ja nie mam pieni˛edzy. . . a słyszałe´s, co mówił w nocy wuj Vernon. . . nie
da ani grosza, ˙zebym si˛e uczył magii.
— Nie przejmuj sie˛ — rzekł Hagrid, wstaja˛c i drapia˛c sie˛ po głowie. — My-
´slisz, ˙ze starzy nic ci nie zostawili?
— Ale skoro ich dom został zniszczony. . .
— Przecie˙z nie trzymali złota w domu, chłopie! No wi˛ec najpierw do Gringotta.
To bank czarodziejów. Zjedz kiełbaske˛, wcale nie sa˛ takie złe na zimno. . .
a ja nie odmówiłbym te˙z kawałka twojego urodzinowego tortu.
— Czarodzieje maja˛ banki?
— Tylko jeden. Gringotta. Nale˙zy do goblinów.
Harry upu´scił kawałek kiełbasy.
— Goblinów?
— Taaa. . . wi˛ec tylko wariat próbowałby go obrabowa´c, no nie? Nigdy nie
zadzieraj z goblinami, Harry. Bank Gringotta to najbezpieczniejsze miejsce pod
słon´cem, Jes´li masz cos´ cennego. . . oczywis´cie z wyja˛tkiem Hogwartu. Teraz mi
si˛e przypomniało, ˙ze i tak musz˛e odwiedzi´c Gringotta. Dumbledore mi kazał. No
wiesz, sprawy szkoły.—Wypia˛ł dumnie piers´.—Zwykle daje mi do załatwienia
ró˙zne wa˙zne sprawy. Sprowadzenie ciebie. . . zabranie czego´s u Gringotta. . . wie,
˙ze na mnie mo˙ze polega´c. No, mamy ju˙z wszystko? To idziemy.
Harry wyszedł za nim z chaty. Niebo było ju˙z czyste, a morze migotało w blasku
słon´ca. Przy brzegu kołysała sie˛ łódz´, która˛wynaja˛ł wuj Vernon. Na dnie było
pełno wody.
—Jak sie˛ tu dostałes´?— zapytał Harry, rozgla˛daja˛c sie˛ za jaka˛s´ inna˛ łodzia˛.
—Przyleciałem.
— Przyleciałe´s?
— Taaa. . . ale wrócimy ta˛ łajba˛. Nie wolno mi uz˙ywac´ czarów, kiedy nie
musze˛. Wlez´li do łodzi. Harry gapił sie˛ na Hagrida, próbuja˛c go sobie wyobrazic´,
jak fruwa.
43
— Chociaz˙. . . wstyd by było wiosłowac´ — powiedział Hagrid, spogla˛daja˛c
na Harry’ego z ukosa. — Gdybym tak. . . tego. . . troch˛e przyspieszył. . . to chyba
mog˛e liczy´c na ciebie, ˙ze nie b˛edziesz o tym gadał w Hogwarcie, co?
— Oczywi´scie — odpowiedział Harry, rad, ˙ze zobaczy nowe czary. Hagrid
wycia˛gna˛ł swój róz˙owy parasol, stukna˛ł nim dwa razy w burte˛ łodzi i pomkne˛li
w strone˛ la˛du.
—Dlaczego tylko wariat chciałby obrabowa´c bank wynajem busa Gringotta?—zapytał Harry.
— Zakle˛cia. . . czary — odrzekł Hagrid, rozkładaja˛c gazete˛. — Mówia˛, z˙e
skarbca strzega˛ tam smoki. No i musiałby znac´ droge˛, a to nie takie proste. Gringott
lez˙y setki mil pod Londynem, głe˛boko pod ziemia˛. Zdechłbys´ z głodu, próbuja
˛c tam sie˛ dostac´, zanim bys´ cos´ stamta˛d zwe˛dził. Harry siedział i rozmys´lał nad
tym, a Hagrid zabrał si˛e do swojej gazety. Był to „Prorok Codzienny”.Wuj Vernon
nauczył Harry’ego, z˙e nie wolno przeszkadzac´ ludziom, kiedy czytaja˛ gazete˛, ale
tyle było pyta´n. . . Harry z trudem si˛e powstrzymywał, by nie zada´c pierwszych
dziesi˛eciu.
— Ministerstwo Magii jak zwykle robi okropny bałagan — mrukna˛ł Hagrid,
przewracaja˛c strone˛.
— Wi˛ec jest Ministerstwo Magii? — zapytał Harry, zanim zdołał ugry´z´c si˛e
w j˛ezyk.
— Jasne — odrzekł Hagrid. — Oczywi´scie chcieli, ˙zeby Dumbledore został
ministrem, ale on nigdy by nie opu´scił Hogwartu, wi˛ec zrobili nim starego Korneliusza
Knota. W rzeczy samej straszny z niego partacz, co we´zmie, to sknoci.
Wie˛c co rano przysyła Dumbledore’owi sowy, pytaja˛c o rade˛.
— Ale co to Ministerstwo Magii robi?
wynajem busa —No. . . ich główne zaje˛cie polega na ukrywaniu przed mugolami, z˙e sa˛ jeszcze
w tym kraju czarownice i czarodzieje.
— Dlaczego?
— Dlaczego? Sam pomy´sl, Harry, co by to było! Przecie˙z ka˙zdy ma jakie´s
problemy i chciałby je załatwic´ za pomoca˛ czarów. Nie, lepiej niech nas zostawia˛
w spokoju.
W tym momencie łódka uderzyła łagodnie w ´scian˛e przystani. Hagrid zło-
˙zył gazet˛e i obaj wspi˛eli si˛e po kamiennych schodkach na nadbrze˙ze. W drodze
na dworzec Hagrid wzbudzał spore zainteresowanie w´sród przechodniów, a Harry’emu
trudno było mie´c do nich o to pretensj˛e. Hagrid był nie tylko dwa razy
wy˙zszy od normalnych ludzi, ale nieustannie wskazywał palcem na ró˙zne zwykłe
rzeczy, takie jak parkometry, i mówił na głos:
—Widzisz to, Harry? Widzisz, co wymy´slili ci mugole, co?
— Hagridzie — powiedział Harry, lekko zadyszany, bo musiał dotrzymywa´c
olbrzymowi kroku— wie˛c w banku Gringotta sa˛ smoki?
44
—No, tak mówia˛—odpowiedział Hagrid.—Cholibka, chciałbym miec´ smoka.
— Chciałby´s mie´c smoka?
—Zawsze chciałem mie´c smoka, jeszcze jak byłem dzieckiem. No, jeste´smy.
Doszli do stacji. Pocia˛g do Londynu odchodził za pie˛c´ minut. Hagrid, który nie
znał sie˛ na „pienia˛dzach mugoli”, jak je nazywał, dał kilka banknotów Harry’emu,
z˙eby kupił im bilety. W pocia˛gu ludzie jeszcze bardziej wybałuszali na nich oczy.
Hagrid zaja˛ł dwa miejsca i zaja˛ł sie˛ robieniem na drutach czegos´, co wygla˛dało
jak kanarkowo-˙zółty namiot cyrkowy.
— Masz ten list, Harry?— zapytał, nie przerywaja˛c robótki.
Harry wyja˛ł z kieszeni pergaminowa˛ koperte˛.
—Dobra—rzekł Hagrid.—Tam jest lista wszystkiego, co ci b˛edzie potrzebne.
Harry rozło˙zył drugi arkusz papieru, którego uprzednio nie zauwa˙zył, i przeczytał:
HOGWART
SZKOŁA
MAGII i CZARODZIEJSTWA
UMUNDUROWANIE:
Studenci pierwszego roku musza˛miec´:
1. Trzy komplety szat roboczych (czarnych)
2. Jedna˛ zwykła˛ spiczasta˛ tiare˛ dzienna˛ (czarna˛)
3. Jedna˛pare˛ re˛kawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju)
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA: wszystkie stroje uczniów powinny by´c zaopatrzone w naszywki
z imieniem.
PODRE˛CZNIKI:
Wszyscy studenci powinni miec´ po jednym egzemplarzu naste˛puja˛cych dzieł:
Standardowa ksi˛ega zakl˛e´c (I stopie ´ n) Mirandy Goshawk
Dzieje magii Bathildy Bagshot
Teoria magii Adalberta Wafflinga
45
Wprowadzenie do transmutacji (dla pocza˛tkuja˛cych) Emerika Switcha
Tysia˛c magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
Magiczne wzory i napoje Arseniusa Jiggera
Fantastyczne zwierz˛eta i jak je znale´z´c Newta Scamandera
Ciemne moce: Poradnik samoobrony Quentina Trimble’a
POZOSTAŁE WYPOSA˙ZENIE
1 ró˙zd˙zka
1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
1 teleskop
1 miedziana waga z odwa˙znikami
Studenci moga˛ takz˙e miec´ jedna˛ sowe˛ ALBO jednego kota, ALBO jedna˛ ropuch
˛e.
PRZYPOMINA SIE˛ RODZICOM, Z˙E STUDENTOM PIERWSZYCH LAT
NIE ZEZWALA SIE˛NA POSIADANIE WŁASNYCH MIOTEŁ.
— I to wszystko mo˙zna kupi´c w Londynie?—zdziwił si˛e na głos Harry.
—Jak wiesz, gdzie szuka´c —odrzekł Hagrid.
Harry jeszcze nigdy nie był w Londynie. Natomiast Hagrid, cho´c sprawiał
wraz˙enie, z˙e wie, doka˛d zmierza, najwidoczniej nie był przyzwyczajony do normalnych
s´rodków transportu. Ugrza˛zł w bramce do metra i uskarz˙ał sie˛ głos´no, z˙e
siedzenia sa˛ za wa˛skie, a pocia˛g za powolny.
— Nie mam poje˛cia, jak ci mugole radza˛ sobie bez czarów — os´wiadczył,
kiedy wspinali si˛e po zepsutych ruchomych schodach, które ich wyprowadziły na
ruchliwa˛ ulice˛ pełna˛ sklepów.
Hagrid był tak wielki, ˙ze pruł przez tłum jak lodołamacz; Harry’emu pozostawało
tylko poda˛z˙ac´ za nim.Mijali ksie˛garnie i sklepy muzyczne, kina i restauracje
z hamburgerami, ale z˙aden sklep nie wygla˛dał na taki, w którym moz˙na by kupi
´c ró˙zd˙zk˛e. Była to po prostu zwykła ulica zatłoczona zwykłymi lud´zmi. Czy to
mo˙zliwe, by setki mil pod nimi spoczywały stosy złota czarodziejów? Czy naprawde
˛ sa˛ sklepy, w których sprzedaje sie˛ ksie˛gi z zakle˛ciami i lataja˛ce miotły?
Czy to wszystko nie jest jakim´s jednym wielkim ˙zartem wysma˙zonym przez Dursleyów?
Gdyby Harry nie wiedział, z˙e Dursleyowie nie maja˛ poczucia humoru,
46
mógłby tak pomys´lec´. A jednak, choc´ wszystko, co mu dota˛d powiedział Hagrid,
było zupełnie niewiarygodne, jako´s czuł do niego zaufanie.
— No i jest — oznajmił Hagrid, zatrzymuja˛c sie˛. — Dziurawy Kocioł. To
słynne miejsce.
Był to mały, brudny pub. Gdyby Hagrid nie wskazał palcem, Harry w ogóle by
nie zauwaz˙ył, z˙e w tym miejscu jest pub. Ludzie mijali go, nawet nie zaszczycaja˛c
spojrzeniem. Ich wzrok ´slizgał si˛e od wielkiej ksi˛egarni po jednej stronie pubu do
sklepu z płytami gramofonowymi z drugiej strony, jakby w ogóle Dziurawego
Kotła nie dostrzegali. Prawde˛ mówia˛c, Harry miał dziwne wraz˙enie, z˙e widzi go
tylko on i Hagrid. Zanim zda˛z˙ył zrobic´ na ten temat uwage˛, Hagrid wepchna˛ł go
do ´srodka.
Jak na słynne miejsce, było ciemne i obskurne. W ka˛cie siedziało kilka staruszek,
popijaja˛cych sherry z malen´kich szklaneczek. Jedna paliła długa˛ fajke˛. Jakis´
człeczyna w spiczastym kapeluszu rozmawiał z barmanem, który był całkowicie
łysy, bezz˛ebny i pomarszczony niczym orzech włoski. Kiedy weszli, rozmowy
ucichły. Wszyscy musieli dobrze zna´c Hagrida: machali do niego i u´smiechali si˛e,
a barman sie˛gna˛ł po szklanke˛, mówia˛c:
—To co zwykle, Hagrid?
—Nie mog˛e, Tom, mam na głowie sprawy Hogwarta—odpowiedział Hagrid
i klepna˛ł po ramieniu Harry’ego, pod którym ugie˛ły sie˛ kolana.
— Dobry Boz˙e — rzekł barman, zerkaja˛c na Harry’ego — czy to. . . czy co
mo˙ze by´c. . .
W Dziurawym Kotle zrobiło si˛e nagle zupełnie cicho, a wszyscy zamarli bez
ruchu.
—Na ma˛dusze˛ —wyszeptał stary barman—Harry Potter. . . cóz˙ za zaszczyt.
Wyszedł pospiesznie zza baru, podszedł do Harry’ego i ze łzami w oczach
us´cisna˛ł mu re˛ke˛.
— Witamy, panie Potter! Cieszymy si˛e z pana powrotu. Harry nie wiedział,
co odpowiedziec´. Wszyscy sie˛ na niego gapili. Staruszka pykała fajke˛, nie zdaja˛c
sobie sprawy, ˙ze zgasła. Hagrid promieniał.
Potem rozległo si˛e ogólne szuranie krzesłami i wszyscy rzucili si˛e do Harry’ego,
z˙eby mu us´cisna˛c´ re˛ke˛.
— Doris Crockford, panie Potter. Nie mog˛e uwierzy´c, ˙ze w ko´ncu pana spotkałam.
—Taki jestem dumny, panie Potter, taki jestem dumny.
—Zawsze marzyłam, z˙eby us´cisna˛c´ pan´ska˛ dłon´. . . jestem cała w nerwach.
— Jestem tak wzruszony, panie Potter, ˙ze trudno mi znale´z´c słowa. Jestem
Diggle, Dedalus Diggle.
— Ja ju˙z pana spotkałem! — powiedział Harry, kiedy Dedalusowi Diggie
z emocji spadł spiczasty kapelusz.—Kłaniał mi si˛e pan w sklepie.
47
Transport Gdynia
 
Właściciel tej strony nie aktywował dodatku "Toplista"!
Reklama
 
 
zzz
Herb Szczawnicy
 
Badania sondażowe
 
sonda
 
 
Łącznie 99382 odwiedzający (242893 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=