Transport osób
                                              Transport osób

Biały Dunajec

Chabówka

Czarny Dunajec Frycowa
Jazowsko

Klikuszowa

Kościelisko Łącko
Limanowa Lubomierz Młodów Mystków
Nowy Sącz Paszyn Poronin Rdzawka
Sromowce Wyżne
Stary Sącz Szczawa Tylmanowa
Zakopane Szczawnica Bukowina Tatrzańska Czarna Góra
Czorsztyn Grywałd Kamienica Kluszkowce
Krościenko nad Dunajcem
Lasek Łopuszna Maniowy
Mszana Dolna Niedzica Nowy Targ Piwniczna Zdrój
Rabka Zdrój Rytro Stara Wieś Szaflary
Zabrzeż Morskie Oko Dolina pięciu Stawów Białka Tatrzańska
Jurgów Leśnica Gronków Krośnica
Mszana Górna Zalesie Jaworki Krośnica
Stasikówka Rogoźnik Ostrowsko Kadcza
Rzeczanów Życzanów Sromowce Niżne Gołkowice Dolne Maszkowice

Oferujemy transport osób komfortowymi i bezpiecznymi pojazdami. Wszystkie nasze pojazdy posiadają niezbędne wyposażenie. Zdecydowaną większość naszego taboru stanowią pojazdy marki Mercedes - nowoczesne, superkomfortowe, serwisowane regularnie w autoryzowanych stacjach obsługi.

Transport osób każdy rodzaj :
- transfery lotniskowe
- wynajem minibusów
- wyjazdy firmowe
- spotkania biznesowe
- wycieczki objazdowe
- wyjazdy narciarskie
- obsługa konferencji, koncertów
Pytania eksplodowały w głowie Harry’ego jak fajerwerki i nie mógł si˛e zdecydowac
´, które zadac´ najpierw. Po kilku minutach wyja˛kał:
—Co to znaczy, z˙e oczekuja˛mojej sowy?
— Galopuja˛ce gorgony! To mi cos´ przypomniało — rzekł Hagrid, uderzaja˛c
sie˛ dłonia˛w czoło z siła˛, która powaliłaby konia pocia˛gowego, i z kolejnej kieszeni
płaszcza wycia˛gna˛ł sowe˛ —najprawdziwsza˛, z˙ywa˛, troche˛ rozczochrana˛ sowe˛ —
długie pióro i rolk˛e pergaminu. Z j˛ezykiem mi˛edzy z˛ebami wyskrobał par˛e słów,
które Harry zdołał odczyta´c do góry nogami:
Drogi Profesor Dumbledore,
Oddałem Harry’emu list. Jutro zabieram go na zakupy.
Pogoda okropna. Ufam, ˙ze´s Pan zdrowy.
Hagrid
Zwina˛ł list w rulonik, podsuna˛ł sowie, która chwyciła go w dziób, podszedł
do drzwi i wyrzucił ptaka w deszcz i nawałnic˛e. Potem wrócił i usiadł, jakby to,
co zrobił, było tak normalne, jak krótka rozmowa przez telefon.
Harry zdał sobie sprawe˛, z˙e ma otwarte usta, wie˛c natychmiast je zamkna˛ł.
— O czym to ja mówiłem? — zapytał Hagrid, ale w tym momencie wuj Vernon,
wcia˛z˙ szary jak popiół, stana˛ł w s´wietle ognia płona˛cego na palenisku.
—On nigdzie nie pójdzie—o´swiadczył stanowczo.
Hagrid odchrza˛kna˛ł.
—Tak? Ch˛etnie zobacz˛e, jak zatrzymuje go taki wielki mugol, jak ty.
—Kto?— zapytał Harry z najwy˙zszym zainteresowaniem.
— mugol — odrzekł Hagrid. — Tak nazywamy zwykłych, pozamagicznych
go´sciów. Niestety, miałe´s pecha dorasta´c w rodzinie najwi˛ekszego mugola, jakiego
ogla˛dały moje oczy.
—Kiedy go wzi˛eli´smy pod nasz dach, przysi˛egli´smy sobie, ˙ze poło˙zymy kres
tym bzdurom—powiedział wuj Vernon— ˙ze wyplenimy to z niego! Czarodziej,
te˙z mi co´s!
— Wiedzieli´scie? — zapytał Harry. — Wiedzieli´scie, ˙ze jestem. . . czarodziejem?
— Wiedzieli´scie, wiedzieli´scie! — zaskrzeczała nagle ciotka Petunia. —
Oczywi´scie, ˙ze wiedzieli´smy! A niby jak mógłby´s nim nie by´c, skoro moja przekl
˛eta siostra była tym, kim była? Ona te˙z kiedy´s dostała taki list i znikn˛eła, ˙zeby
pój´s´c do tego. . . do tej szkoły. . . i wracała w ka˙zde wakacje do domu z kieszeniami
pełnymi z˙abiego skrzeku, zamieniaja˛c filiz˙anki w szczury. I tylko ja wiedziałam,
kim ona jest naprawd˛e! A była potworem! Ale moja matka i mój ojciec. . .
nic, tylko Lily to, Lily tamto. . . Oni byli po prostu dumni, z˙e maja˛ w rodzinie
czarownic˛e!
36
Umilkła, ˙zeby złapa´c oddech i po chwili znowu powróciła do swojej tyrady.
Mo˙zna by pomy´sle´c, ˙ze czekała wiele lat, ˙zeby to wreszcie z siebie wyrzuci´c.
— Potem spotkała tego Pottera, sko´nczyli szkoł˛e i pobrali si˛e, i ty im si˛e urodziłe
´s, a ja oczywi´scie wiedziałam, ˙ze b˛edziesz taki sam, tak samo dziwny, tak
samo. . . nienormalny. . . a potem, prosz˛e bardzo, wyszła i wyleciała w powietrze,
a ty wyla˛dowałes´ u nas! Harry zbladł jak papier. Kiedy odzyskał mowe˛, zapytał:
— Wyleciała w powietrze? Mówili´scie, ˙ze zgin˛eła w wypadku samochodowym!
— W WYPADKU SAMOCHODOWYM! — rykna˛ł Hagrid, zrywaja˛c sie˛ na
nogi z taka˛ ws´ciekłos´cia˛, z˙e Dursleyowie szybko czmychne˛li do swojego ka˛ta.
— Oni? A niby jak? Lily i James Potter w wypadku samochodowym! To stek
bzdur! To skandal! Harry Potter nie wie nic o sobie, podczas gdy ka˙zdy dzieciak
w naszym ´swiecie zna jego imi˛e!
—Ale dlaczego? Co si˛e wła´sciwie stało?—zapytał Harry.
Gniew spełzł z twarzy Hagrida, uste˛puja˛c miejsca niepokojowi.
— Tegom si˛e, cholibka, nie spodziewał — powiedział cichym głosem. —
Dumbledore mówił mi, z˙e moga˛ byc´ kłopoty, ale nie miałem poje˛cia, z˙e ty o niczym
nie wiesz. Ach, Harry, nie wiem, czy jestem włas´ciwa˛ osoba˛, z˙eby ci powiedziec
´. . . ale ktos´ musi. . . Nie moz˙esz pójs´c´ do Hogwartu, nie wiedza˛c.
Rzucił Dursleyom w´sciekłe spojrzenie.
— No wi˛ec tak. . . opowiem ci najlepiej, jak potrafi˛e. . . ale nie powiem ci
wszystkiego, niech skonam, bo to wielka tajemnica. . . Usiadł, popatrzył w ogie´n,
a potem powiedział:
—To si˛e chyba zacz˛eło od. . . od takiego go´scia. . . ale naprawd˛e, trudno uwierzy
´c, ˙ze ty nie znasz jego imienia, ka˙zdy w naszym ´swiecie je zna. . .
—Kogo?
— No. . . Nie lubi˛e wypowiada´c tego imienia, jak nie musz˛e. Nikt tego nie
lubi.
— Dlaczego?
—Garbate gargulce, Harry, ludzie wcia˛z˙ maja˛pietra. Cholibka, nie jest lekko.
No wi˛ec był jeden czarodziej, który. . . no. . . ze´zlił si˛e. Znaczy si˛e, zrobił si˛e zły
jak diabli. Gorszy. Gorszy ni˙z gorszy. A nazywał si˛e. . .
Hagrid przełkna˛ł s´line˛, ale nie wypowiedział z˙adnego słowa.
— Moz˙e to napiszesz?— podsuna˛ł Harry.
— A czy ja wiem, jak to sie˛ pisze? No dobra. . . Voldemort. — Wzdrygna˛ł
si˛e. — Tylko nie ka˙z mi tego powtarza´c. No wi˛ec ten. . . no. . . czarodziej, jakies
´ dwadzies´cia lat temu, zacza˛ł sie˛ rozgla˛dac´ za takimi, co be˛da˛ go słuchac´ we
wszystkim. No i znalazł sobie kilku. . . jedni mieli stracha, drudzy pewno chcieli
móc to, co on, bo naprawde˛ był pote˛ga˛, niech skonam. To były czarne dni, Harry.
Nie mogli´smy si˛e pokapowa´c, komu mo˙zna wierzy´c, a komu nie, unikali´smy obcych
czarodziejów i czarodziejek. . . mówi˛e ci, robiło si˛e coraz bardziej ponuro.
37
A on coraz bardziej si˛e panoszył. Jasne, ˙ze byli tacy, co mu podskoczyli. . . to ich
pozabijał i ju˙z. Niech skonam. Zrobiło si˛e naprawd˛e przykro. Nie wiadomo było,
gdzie si˛e przed nim ukry´c. Tylko w Hogwarcie jeszcze było bezpiecznie. Dumbledore
był jedynym go´sciem, przed którym Sam-Wiesz-Kto wymi˛ekał. Tak czy
owak nie s´miał zaja˛c´ szkoły.
— Twoi starzy byli w czarach najlepsi. Mówi˛e ci, w Hogwarcie nie było na
nich mocnych! Mo˙ze dlatego Sam-Wiesz-Kto nie próbował ich przedtem przekabacic
´. . . pewnie wiedział, z˙e sa˛ za blisko Dumbledore’a, z˙eby sie˛ zadawac´
z Ciemna˛ Strona˛.
—Mo˙ze my´slał, ˙ze ich namówi. . . a mo˙ze po prostu chciał si˛e ich pozby´c. Nie
wiem. Wiadomo tylko, ˙ze pojawił si˛e w osiedlu, gdzie mieszkali´scie. Dziesi˛e´c lat
temu, w Noc Duchów. Ty miałe´s dopiero rok. Przyszedł do waszego domu i. . .
i. . .
Nagle wycia˛gna˛ł bardzo brudna˛ chustke˛ w kropki i wydmuchał nos, wydaja˛c
przy tym odgłos przypominaja˛cy syrene˛, która˛ sie˛ uruchamia podczas mgły.
— Przepraszam — powiedział. — Ale to takie przykre. . . ja znałem twoja˛
mamu´sk˛e i twojego starego, to byli naprawd˛e najfajniejsi ludzie, jakich mo˙zna
spotka´c. . . No wi˛ec Sam-Wiesz-Kto ich zakatrupił. Na ´smier´c. A potem. . . i to
jest co´s, co naprawd˛e nie mie´sci si˛e we łbie. . . próbował zabi´c i ciebie. Pewnie
chciał odwali´c robot˛e jak nale˙zy, na czysto, a mo˙ze po prostu lubił zabija´c, ja
wiem? Ale nie mógł. Nigdy cie˛ nie dziwiło, ska˛d masz ten sznyt na czole? To
nie jest zwykłe rozci˛ecie. To si˛e dostaje, kiedy kto´s ci˛e łupnie jakim´s złym zakl˛eciem.
. . Rozwaliło twoich starych, rozwaliło cały dom. . . a ciebie. . . nic, tylko
ta szrama. I wła´snie dlatego, Harry, jeste´s taki sławny. Jeszcze nie było takiego,
co by prze˙zył, jak on postanowił kogo´s ukatrupi´c, tylko ty, a trzeba ci wiedzie´c,
˙ze on wyko´nczył najlepsze czarodziejki i najlepszych czarodziejów naszych czasów.
. . McKinnonów, Bonesów, Prewettów. . . a ty byłe´s niemowlakiem, a jednak
prze˙zyłe´s.
W głowie Harry’ego działo si˛e co´s dziwnego i bardzo nieprzyjemnego. Kiedy
opowies´c´ Hagrida dobiegła kon´ca, znowu ujrzał os´lepiaja˛cy błysk zielonego s´wiatła,
ale tym razem o wiele wyra´zniej, ni˙z mu si˛e to zdarzało wcze´sniej, i po raz
pierwszy w ˙zyciu przypomniał sobie co´s jeszcze: gło´sny, zimny, okrutny ´smiech.
Hagrid wpatrywał si˛e w niego ponuro.
—Ja sam wycia˛głem cie˛ z ruin domu, Harry, na rozkaz Dumbledore’a, ma sie˛
rozumie´c. Zawiozłem ci˛e do tego. . .
— Kupa starych bajek— o´swiadczył wuj Vernon.
Harry az˙ podskoczył; prawie zapomniał, z˙e Dursleyowie sa˛w izbie. Wuj Vernon
najwyra´zniej odzyskał odwag˛e. Spojrzał na Hagrida w´sciekłym wzrokiem,
zaciskaja˛c pie˛s´ci.
— A teraz posłuchaj mnie, chłopcze — warkna˛ł. — Zgadzam sie˛, z˙e jestes´
jakis´ dziwny, ale porza˛dne lanie na pewno by cie˛ z tego wyleczyło. . . a co do tych
38
bzdur o twoich rodzicach, no có˙z, byli okropnymi dziwakami, to fakt, i osobi´scie
uwaz˙am, z˙e s´wiat jest o wiele lepszym miejscem, odka˛d sie˛ z nim poz˙egnali. . .
zreszta˛ sami sie˛ o to prosili, zadaja˛c sie˛ z tymi wszystkimi ciemnymi typkami. . .
tego włas´nie sie˛ spodziewałem, zawsze wiedziałem, z˙e z´le skon´cza˛. . .
Wtymmomencie Hagrid zerwał sie˛ z kanapy i wycia˛gna˛ł z płaszcza poobijany
róz˙owy parasol. Mierza˛c nim w wuja Vernona jak szpada˛, powiedział:
— Ostrzegam ci˛e, Dursley. . . ostrzegam ci˛e. . . jeszcze jedno słowo. . .
Na widok ostrza parasola, które zbli˙zył do jego brzucha brodaty olbrzym, wuja
Vernona ponownie opu´sciła odwaga: przywarł do ´sciany i zamilkł.
— Tak jest lepiej — rzekł Hagrid, dysza˛c cie˛z˙ko i siadaja˛c z powrotem na
kanapie, która tym razem zapadła si˛e a˙z do podłogi.
Tymczasem w głowie Harry’ego kł˛ebiły si˛e setki pyta´n.
— Ale co si˛e stało z Vol. . . przepraszam. . . to znaczy z Sam-Wiesz-Kim?
— Dobre pytanie, Harry. Znikna˛ł. Rozpłyna˛ł sie˛. Tej samej nocy, w której
chciał ci˛e zabi´c. Przez co stałe´s si˛e jeszcze bardziej sławny. To jest wła´snie najwie
˛ksza zagadka. . . przeciez˙ był juz˙ taka˛ pote˛ga˛. . . dlaczego nagle gdzies´ znikna
˛ł?
— Niektórzy opowiadaja˛, z˙e umarł. Ja uwaz˙am, z˙e to bzdura. Skoro juz˙ prawie
nie był człowiekiem, to niby co w nim miało umrzec´? Inni mówia˛, z˙e wcia˛z˙
gdzie´s tu jest i tylko czeka na odpowiedni moment. W to te˙z nie wierz˛e. Ludzie,
którzy go słuchali, wrócili, przeszli na nasza˛ strone˛. Niektórzy jakby sie˛ obudzili
z jakiegos´ transu, czy co, mówia˛, z˙e przedtem im odbiło, bo on ich zaczarował.
Sam powiedz, przecie˙z gdyby miał wróci´c, to by ich tak łatwo nie pu´scił, nie?
—Wi˛ekszo´s´c nas uwa˙za, ˙ze on gdzie´s jest, ale utracił moc. Jest za słaby, ˙zeby
podskoczy´c. A co go tak wyko´nczyło? Ty, Harry. Co´s w tobie. Co´s si˛e wydarzyło
tamtej nocy, czego si˛e nie spodziewał. . . nie mam poj˛ecia, co to było, nikt tego
nie wie. . . ale co´s w tobie jest, co go skasowało, i to na fest.
W oczach Hagrida pobłyskiwało ciepło i szacunek, kiedy patrzył na Harry’ego,
ale ten, zamiast czu´c si˛e mile połechtany, czuł tylko, ˙ze to wszystko jest
jaka˛s´ okropna˛ pomyłka˛. On czarodziejem? Niby jak? Dudley zne˛cał sie˛ nad nim,
ciotka Petunia i wuj Vernon wrzeszczeli na niego od rana do wieczora; je´sli rzeczywi
´scie jest czarodziejem, to dlaczego nie pozamieniali si˛e w pokryte brodawkami
ropuchy za ka˙zdym razem, kiedy zamykali go w komórce pod schodami?
Je´sli kiedy´s zwyci˛e˙zył najwi˛ekszego czarnoksi˛e˙znika na ´swiecie, to dlaczego Dudley
kopał go jak piłk˛e, kiedy tylko miał na to ochot˛e?
transport osób — Hagridzie — powiedział cicho — chyba zaszła jaka´s pomyłka. Ja nie jestem
˙zadnym czarodziejem.
Ku jego zaskoczeniu, Hagrid zacmokał.
— ˙ Zadnym czarodziejem, tak? I nigdy nic si˛e nie działo, kiedy bałe´s si˛e czego´s
albo zło´sciłe´s?
39
Harry zapatrzył si˛e w ogie´n. Teraz, kiedy o tym pomy´slał. . . przypomniał sobie
o tych wszystkich dziwnych wydarzeniach, które doprowadzały do szału ciotk
˛e i wuja, a które rzeczywi´scie miały miejsce, kiedy był czym´s przera˙zony albo
w´sciekły. . . Kiedy ´scigała go banda Dudleya, jako´s udawało mu si˛e uciec. . .
a kiedy bał si˛e i´s´c do szkoły z powodu tych okropnie obci˛etych włosów, jako´s mu
odrosły. . . a ostatnio, jak Dudley go uderzył, czy si˛e nie zem´scił, chocia˙z nawet
nie zdawał sobie z tego sprawy? A jak to było z tym boa dusicielem? Spojrzał ponownie
na Hagrida, us´miechna˛ł sie˛ i zobaczył, z˙e olbrzym cały sie˛ rozpromienił.
— Widzisz? — powiedział Hagrid. — Harry Potterze, sam zobaczysz, ˙ze
w Hogwarcie b˛edziesz sławny, i całkiem słusznie.
Wuj Vernon nie zamierzał jednak podda´c si˛e bez walki.
— Nie mówiłem ci, z˙e on tam nie pójdzie? — sykna˛ł. — Pójdzie do gimnazjum
Stonewall i b˛edzie mi za to wdzi˛eczny. Czytałem te listy. Czytałem o tych
wszystkich bzdurach i s´mieciach, jakie niby be˛da˛mu tam potrzebne. . . te wszystkie
ksi˛egi z zakl˛eciami, ró˙zd˙zki i. . .
— Ju˙z ci powiedziałem, ˙ze jak b˛edzie chciał tam pój´s´c, taki wielki mugol jak
ty nie zdoła go powstrzymac´ — warkna˛ł Hagrid. — Powstrzymac´ syna Lily i Jamesa
Potterów przed pój´sciem do Hogwartu, te˙z mi co´s! Całkiem ci odbiło. Był
tam zapisany jeszcze przed swoim narodzeniem. Idzie do najlepszej szkoły magii
i czarodziejstwa na całym ´swiecie. Siedem lat i nie pozna samego siebie. B˛edzie
tam razem z innymi podobnymi sobie młodziakami, pod dobra˛ re˛ka˛najwie˛kszego
z dyrektorów, jakich miał Hogwart, samego Albusa Dumble. . .
— NIE ZAMIERZAM PŁACI´C JAKIEMU´S ZWARIOWANEMU STAREMU
GŁUPCOWI ZA UCZENIE GO MAGICZNYCH SZTUCZEK! — rykna˛ł
wuj Vernon.
Lecz tym razem posuna˛ł sie˛ za daleko. Hagrid chwycił parasol i wywina˛ł nim
młynka.
— NIGDY — zagrzmiał — NIE OBRA˙ ZAJ. . . ALBUSA. . . DUMBLEDORE.
. . W. . . MOJEJ. . . OBECNO´SCI!
Koniec parasola nagle znieruchomiał, wycelowany prosto w Dudleya. Błysn˛eło
fioletowe ´swiatło, rozległ si˛e suchy trzask, potem ostry kwik i w nast˛epnej sekundzie
Dudley tan´czył, trzymaja˛c sie˛ za swój tłusty zadek i wyja˛c z bólu. A kiedy
sie˛ odwrócił, Harry zobaczył zakre˛cony s´win´ski ogonek wystaja˛cy z dziury w jego
spodniach.
Wuj Vernon zaryczał. Wcia˛gna˛wszy ciotke˛ Petunie˛ i Dudleya do sa˛siedniego
pokoju, rzucił na Hagrida przeraz˙one spojrzenie i zatrzasna˛ł za soba˛drzwi. Hagrid
spojrzał na swój parasol i pogładził brod˛e.
transport osób — Nie powinienem wychodzi´c z nerw — powiedział spokojnie — ale i tak
nie podziałało. Chciałem go zamienic´ w prosiaka, ale chyba jest juz˙ taka˛ s´winia˛,
z˙e bardziej sie˛ nie dało. Zerkna˛ł z ukosa na Harry’ego.
— B˛ed˛e ci wdzi˛eczny, jak nie wspomnisz o tym nikomu w Hogwarcie
Transport Gdynia
 
Właściciel tej strony nie aktywował dodatku "Toplista"!
Reklama
 
 
zzz
Herb Szczawnicy
 
Badania sondażowe
 
sonda
 
 
Łącznie 99382 odwiedzający (242917 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=