Wynajem autobusu
                                            Wynajem autobusu

Biały Dunajec

Chabówka

Czarny Dunajec Frycowa
Jazowsko

Klikuszowa

Kościelisko Łącko
Limanowa Lubomierz Młodów Mystków
Nowy Sącz Paszyn Poronin Rdzawka
Sromowce Wyżne
Stary Sącz Szczawa Tylmanowa
Zakopane Szczawnica Bukowina Tatrzańska Czarna Góra
Czorsztyn Grywałd Kamienica Kluszkowce
Krościenko nad Dunajcem
Lasek Łopuszna Maniowy
Mszana Dolna Niedzica Nowy Targ Piwniczna Zdrój
Rabka Zdrój Rytro Stara Wieś Szaflary
Zabrzeż Morskie Oko Dolina pięciu Stawów Białka Tatrzańska
Jurgów Leśnica Gronków Krośnica
Mszana Górna Zalesie Jaworki Krośnica
Stasikówka Rogoźnik Ostrowsko Kadcza
Rzeczanów Życzanów Sromowce Niżne Gołkowice Dolne Maszkowice

kupili taniego cytrynowego loda Harry’emu, poniewaz˙ nie zda˛z˙yli go odcia˛gna˛c´
od samochodu z lodami, zanim u´smiechni˛eta sprzedawczyni zapytała go, co sobie
wybrał. Nie jest zły, mys´lał Harry, liz˙a˛c loda i obserwuja˛c goryla, który drapał sie˛
po głowie i wygla˛dał zupełnie jak Dudley, tyle z˙e nie miał jasnych włosów.
Harry ju˙z dawno nie prze˙zył tak cudownego przedpołudnia. Trzymał si˛e blisko
Dursleyów, wie˛c Dudley i Piers, których wkrótce znudziło ogla˛danie zwierza˛t,
nie mogli odda´c si˛e swojemu ulubionemu hobby, jakim było poszturchiwanie,
kopanie i szczypanie Harry’ego. Lunch zjedli w miejscowej restauracji, a kiedy
Dudley dostał ataku złego humoru, bo na jego ciastku było za mało kremu, wuj
Vernon kupił mu drugie, a Harry’emu pozwolono sko´nczy´c pierwsze.
Po zjedzeniu deseru Harry poczuł, ˙ze to wszystko jest za pi˛ekne, aby trwało
długo.
Potem poszli do pawilonu z gadami. W ´srodku było zimno i ciemno; wzdłu˙z
s´cian biegł rza˛d pods´wietlonych okien. Za nimi pełzały po pniach, gałe˛ziach i kamieniach
jaszczurki i w˛e˙ze najró˙zniejszych gatunków. Dudley i Piers chcieli zobaczyc
´ wielkie jadowite kobry i grube pytony, moga˛ce zmiaz˙dz˙yc´ człowieka. Dudley
szybko wypatrzył najwie˛kszego gada. Wygla˛dał, jakby mógł owina˛c´ sie˛ wokół
samochodu wuja Vernona i zmia˙zd˙zy´c go tak, by przypominał pojemnik na
´smieci, ale w tym momencie wyra´znie nie był w odpowiednim nastroju. Prawd˛e
mówia˛c, po prostu mocno spał. Dudley przycisna˛ł nos do szyby, wpatruja˛c sie˛
w połyskuja˛ce bra˛zowe sploty.
— Zrób, ˙zeby si˛e poruszył—poprosił ojca płaczliwym tonem.
Wuj Vernon zastukał palcami w szybe˛, ale wa˛z˙ ani drgna˛ł.
— Zrób to jeszcze raz— zaj˛eczał Dudley
Wuj Vernon zabe˛bnił w szybe˛ knykciami, ale wa˛z˙ drzemał dalej.
— To jest okropnie nudne—o´swiadczył Dudley i odszedł.
Harry podszedł do szyby i wpatrzył si˛e intensywnie w w˛e˙za. Nie byłby wcale
zaskoczony, gdyby okazało sie˛, z˙e wa˛z˙ po prostu zdechł z nudów — nie miał
˙zadnego towarzystwa prócz tych wszystkich głupich ludzi, którzy przez cały dzie´n
be˛bnili palcami w szybe˛, staraja˛c sie˛ zakłócic´ mu spokój. To jeszcze gorsze od
spania w komórce pod schodami, do której zbli˙zała si˛e tylko ciotka Petunia, ˙zeby
rano załomota´c w drzwi. No i mógł z niej wychodzi´c.
Nagle wa˛z˙ otworzył paciorkowate oczy. Powoli, bardzo powoli podniósł głow
˛e— teraz jego oczy znalazły si˛e na poziomie oczu Harry’ego.
Mrugna˛ł do niego.
Harry wytrzeszczył oczy, a potem rozejrzał si˛e szybko dookoła, ˙zeby si˛e upewni
´c, czy nikt tego nie widział. Upewniwszy si˛e, spojrzał znów na w˛e˙za i te˙z pu´scił
do niego oko. Wa˛z˙ wskazał głowa˛ na wuja Vernona i Dudleya, a potem spojrzał
19
na sufit. Harry’emu wydało si˛e oczywiste, ˙ze znaczy to: „Musz˛e to znosi´c przez
cały czas”.
— Wiem — mrukna˛ł Harry, chociaz˙ nie był pewny, czy wa˛z˙ go słyszy. — To
musi by´c naprawd˛e przykre.
Wa˛z˙ z˙ywo pokiwał głowa˛.
— Ska˛d pochodzisz?— zapytał Harry.
Wa˛z˙ dz´gna˛ł ogonem niewielka˛ tabliczke˛ tuz˙ za szyba˛. Harry zerkna˛ł na nia˛.
Boa dusiciel, Brazylia.
— Fajnie tam było?
Boa dusiciel dz´gna˛ł ponownie tabliczke˛, a Harry przeczytał: Ten okaz wyhodowany
został w zoo.
— Aha, rozumiem. . . wi˛ec nigdy nie byłe´s w Brazylii?
Kiedy wa˛z˙ potrza˛sna˛ł głowa˛, za plecami Harry’ego rozległ sie˛ ogłuszaja˛cy
wrzask, który sprawił, ˙ze obaj podskoczyli.
— DUDLEY! PANIE DURSLEY! CHOD´ ZCIE I POPATRZCIE NA TEGO
WE˛Z˙A! NIE UWIERZYCIE, CO ON ROBI!
Dudley pospieszył ku nim swoim kaczkowatym krokiem.
—Zjez˙dz˙aj— rozkazał, uderzaja˛c Harry’ego w z˙ebra.
Harry, zaskoczony, upadł na betonowa˛ posadzke˛. To, co wydarzyło sie˛ w nast
˛epnej chwili, stało si˛e tak szybko, ˙ze nikt nie zauwa˙zył, jak w jednej sekundzie
wynajem autobusu Piers i Dudley wlepiali nosy w szybe˛, w naste˛pnej odskoczyli do tyłu, wrzeszcza˛c
z przera˙zenia.
Harry usiadł i a˙z go zatkało: przednia szyba znikn˛eła.
Wielki wa˛z˙ odwina˛ł sie˛ błyskawicznie i zes´lizna˛ł na posadzke˛.Wszyscy obecni
w terrarium zacz˛eli krzycze´c i tłoczy´c si˛e do wyj´s´c.
Harry mógłby przysia˛c, z˙e kiedy wa˛z˙ przes´lizgiwał sie˛ obok niego, usłyszał
sycza˛cy głos:
—A wi˛ec pochodz˛e z Brazylii. . . Dzi˛eki, amigo.
Opiekun terrarium był w stanie silnego szoku.
—Ale ta szyba— powtarzał w kółko.—Gdzie si˛e podziała szyba?
Dyrektor zoo osobi´scie nalał ciotce Petunii fili˙zank˛e mocnej, słodkiej herbaty,
przepraszaja˛c ja˛ nieustannie. Piers i Dudley cos´ bełkotali. Harry był pewny, z˙e
wa˛z˙, przesuwaja˛c sie˛ obok nich po podłodze, tylko z˙artobliwie chapna˛ł ich w pie˛-
ty, ale zanim doszli do samochodu, Dudley opowiadał, ˙ze niewiele brakowało,
a straciłby noge˛, podczas gdy Piers przysie˛gał, z˙e wa˛z˙ owina˛ł sie˛ wokół niego,
chca˛c go zmiaz˙dz˙yc´. Najgorsze było jednak to, z˙e kiedy Piers troche˛ sie˛ uspokoił,
powiedział:
— Harry akurat z nim rozmawiał. Prawda, Harry?
Wuj Vernon odczekał, a˙z Piers znajdzie si˛e bezpiecznie w swoim domu, po
czym zabrał si˛e za Harry’ego.
Był tak w´sciekły, ˙ze ledwo mógł mówi´c. Udało mu si˛e tylko wybełkota´c:
20
— Precz. . . do komórki. . . siedzie´c tam. . . bez jedzenia — po czym opadł na
fotel.
Ciotka Petunia musiała mu natychmiast podac´ duz˙a˛ brandy.
Harry lez˙ał w swojej ciemnej komórce, z˙ałuja˛c, z˙e nie ma zegarka. Nie miał
poj˛ecia, która mo˙ze by´c godzina, i nie wiedział, czy Dursleyowie ju˙z zasn˛eli. Dopóki
nie zasn˛eli, nie mógł ryzykowa´c wymkni˛ecia si˛e do kuchni po co´s do zjedzenia.
Mieszkał u Dursleyów ju˙z prawie dziesi˛e´c lat, dziesi˛e´c ˙załosnych lat od czasu,
gdy był niemowl˛eciem, a jego rodzice zgin˛eli w wypadku. Nie pami˛etał, czy
był wtedy z nimi w tym samochodzie. Czasami, kiedy wyt˛e˙zał pami˛e´c podczas
długich godzin spe˛dzanych w ciemnej komórce, miewał dziwna˛wizje˛: os´lepiaja˛-
cy błysk zielonego s´wiatła i pala˛cy ból w czole. Przypuszczał, z˙e mogło to byc´
wspomnienie tego wypadku, nie potrafił sobie jednak wyobrazic´, ska˛d pochodziło
zielone ´swiatło. Nie pami˛etał te˙z w ogóle swoich rodziców. Ciotka i wuj nigdy
o nich nie mówili, a jemu nie wolno było zadawa´c pyta´n. W domu nie było ani
jednej ich fotografii.
Kiedy byłmłodszy, wcia˛z˙ marzył o jakims´ nieznanymkrewnym, który przybe˛-
wynajem autobusu dzie i zabierze go z tego domu, ale nigdy nic takiego si˛e nie wydarzyło; Dursleyowie
byli jego jedyna˛ rodzina˛. Czasami jednak mys´lał (albo raczej miał nadzieje˛),
z˙e znaja˛ go niektórzy spotykani na ulicy obcy ludzie. Sami byli bardzo dziwni,
to fakt. Kiedy´s ukłonił mu si˛e jaki´s człowieczyna w fioletowym kapeluszu, kiedy
Harry towarzyszył ciotce Petunii i Dudleyowi na zakupach. Ciotka Petunia
zapytała Harry’ego ze złos´cia˛, czy zna tego człowieka, a potem wygoniła ich ze
sklepu, cho´c niczego jeszcze nie kupiła. Innym razem pomachała mu wesoło z autobusu
jaka´s dziwaczna kobieta ubrana na zielono. Raz jaki´s łysy facet w długiej
purpurowej pelerynie us´cisna˛ł mu re˛ke˛ na ulicy, po czym oddalił sie˛ bez słowa.
Najdziwniejsze było to, ˙ze ci wszyscy ludzie zdawali si˛e znika´c, gdy tylko Harry
próbował im si˛e lepiej przyjrze´c.
W szkole Harry nie miał przyjaciół. Wszyscy wiedzieli, ˙ze banda Dudleya
poluje na tego dziwola˛ga Harry’ego Pottera, w tych jego workowatych spodniach
i z połamanymi okularami, a bandzie Dudleya nikt nie chciał si˛e nara˙za´c.
Rozdział 3
Listy od nikogo
Za ucieczke˛ brazylijskiego boa dusiciela Harry zarobił najdłuz˙sza˛ jak dota˛d
kar˛e. Kiedy pozwolono mu wreszcie wyj´s´c z komórki, zacz˛eły si˛e ju˙z letnie wakacje,
a Dudley zda˛z˙ył zepsuc´ swoja˛ nowa˛ kamere˛ wideo, rozbic´ swój zdalnie
sterowany samolot i podczas swojej pierwszej przeja˙zd˙zki rowerem wy´scigowym
wpas´c´ na stara˛pania˛Figg, która o kulach przechodziła włas´nie przez Privet Drive.
Harry cieszył si˛e, ˙ze nie musi ju˙z chodzi´c do szkoły, ale nie uchroniło go to
od napa´sci bandy Dudleya, która codziennie odwiedzała jego dom. Piers, Dennis,
Malcolm i Gordon byli wielcy i głupi, ale Dudley, najwi˛ekszy i najgłupszy
z nich, był ich przywódca˛. Pozostali członkowie bandy z rozkosza˛ przyła˛czali sie˛
do ulubionej dyscypliny sportowej Dudleya: polowania na Harry’ego.
Harry starał sie˛ wie˛c spe˛dzac´ jak najwie˛cej czasu poza domem, wałe˛saja˛c sie˛
po okolicy i czekaja˛c na koniec wakacji, w czym dostrzegał promyk nadziei. We
wrze´sniu miał pój´s´c do gimnazjum i po raz pierwszy w ˙zyciu pozby´c si˛e towarzystwa
Dudleya, bo ten został przyj˛ety do prywatnej szkoły Smeltinga, tej samej, do
której ucz˛eszczał kiedy´s wuj Vernon. Miał tam równie˙z chodzi´c Piers Polkiss. Natomiast
Harry’ego zapisano do Stonewall, miejscowego gimnazjum publicznego.
Dudley uwa˙zał, ˙ze to bardzo zabawne.
— W Stonewall pierwszego dnia wpychaja˛ ci głowe˛ do muszli klozetowej —
powiedział Harry’emu.— Chcesz pójs´c´ ze mna˛ na góre˛, z˙eby potrenowac´?
— Nie, dzi˛ekuj˛e — odrzekł Harry. — Biedna muszla jeszcze nigdy nie widziała
czegos´ tak okropnego jak twoja głowa, wie˛c moz˙e ja˛ zemdlic´. — I zwiał,
zanim sens tych słów dotarł do Dudleya.
Pewnego lipcowego dnia ciotka Petunia zabrała Dudleya do Londynu, ˙zeby
mu kupi´c szkolny mundurek, a Harry został oddany na przechowanie do pani
Figg. Tym razem u pani Figg nie było tak nudno jak zwykle. Okazało si˛e, ˙ze nog˛e
złamała, potykaja˛c sie˛ o jednego ze swoich kotów, i juz˙ nie wyraz˙ała sie˛ o nich
tak czule jak dawniej. Pozwoliła Harry’emu ogla˛dac´ telewizje˛ i dała mu kawałek
czekoladowego tortu, który smakował, jakby le˙zał w kredensie od kilku lat.
22
Tego wieczora Dudley paradował po salonie w swym nowym mundurku.
Chłopcy ze Smeltinga nosili kasztanowe surduty, pomara´nczowe pumpy zapinane
pod kolanami i płaskie słomkowe kapelusze zwane wio´slarkami. Mieli te˙z s˛ekate
kije zwane smeltingami, którymi okładali si˛e nawzajem, kiedy ˙zaden nauczyciel
nie patrzył. Uznawano to za dobra˛ szkołe˛ przygotowuja˛ca˛ ich do dorosłego z˙ycia.
Patrza˛c na Dudleya w jego nowym mundurku, wuj Vernon burkna˛ł, z˙e to najwspanialsza
chwila w jego ˙zyciu. Ciotka Petunia zalała si˛e łzami i wyznała, i˙z nie
mo˙ze uwierzy´c, ˙ze to jej male´nki Dudlejek, tak ju˙z wyrósł i taki jest przystojny,
naprawde˛. Harry nie dowierzał sobie az˙ tak, z˙eby wyrazic´ swoja˛ opinie˛. Troche˛
si˛e bał, ˙ze kiedy starał si˛e powstrzyma´c od ´smiechu, p˛ekły mu dwa ˙zebra.
Kiedy nast˛epnego ranka Harry wszedł do kuchni, poczuł jaki´s okropny zapach.
Smród zdawał sie˛ buchac´ z wielkiego kotła stoja˛cego w zlewie, wie˛c podszedł do
niego i zajrzał do ´srodka.Wkotle było pełno szarej wody, w której pływały jakie´s
brudne szmaty.
— Co to jest?— zapytał ciotk˛e Petuni˛e.
S´ cia˛gne˛ła wargi, jak zawsze, kiedy os´mielił sie˛ o cos´ zapytac´.
—Twój nowy mundurek szkolny—odpowiedziała.
Harry ponownie zajrzał do kotła.
—Och, nie wiedziałem, ˙ze ma by´c mokry.
— Nie ba˛dz´ głupi — warkne˛ła ciotka Petunia. — Farbuje˛ ci na szaro stare
ubranie Dudleya. Jak skon´cze˛, be˛dzie wygla˛dało jak normalny szkolny mundurek.
Harry powaz˙nie w to wa˛tpił, ale uznał, z˙e lepiej nie wyraz˙ac´ swojego zdania.
Usiadł przy stole i starał si˛e nie my´sle´c o tym, co b˛edzie, kiedy w czym´s takim
wkroczy po raz pierwszy do gimnazjum Stonewall — jakby miał na sobie płaty
skóry słonia.
Wszedł Dudley, a za nim wuj Vernon, obaj marszcza˛c nosy z powodu zapachu
bija˛cego z nowego mundurka Harry’ego. Wuj Vernon jak zwykle otworzył
gazete˛, a Dudley zacza˛ł be˛bnic´ po stole swoim kijem, z którym juz˙ sie˛ nie rozstawał.
Usłyszeli szcze˛k klapki osłaniaja˛cej szczeline˛ w drzwiach i pacnie˛cia listów
spadaja˛cych na mate˛.
—Przynie´s poczt˛e, Dudley—powiedział wuj Vernon znad gazety.
wynajem autobusu — Niech Harry przyniesie.
— Przynie´s poczt˛e, Harry.
— Niech Dudley przyniesie.
— Dudley, przyłó˙z mu smeltingiem.
Harry umkna˛ł przed smeltingiem i poszedł do drzwi. Na macie lez˙ały trzy
przesyłki: pocztówka od siostry wuja Vernona, Marge, która wyjechała na urlop
na wyspe˛ Wight, bra˛zowa koperta, wygla˛daja˛ca na rachunek, i — list do Harry’ego.
Harry podniósł go, czuja˛c, z˙e serce zadygotało mu jak gigantyczna gumowa
ta´sma. Jeszcze nigdy nie otrzymał listu. Bo i od kogo? Nie miał przyjaciół,
23
nie miał innych krewnych, nie był zapisany do ˙zadnej biblioteki, wi˛ec nigdy nie
otrzymywał nawet zwykłych ponaglen´, by oddac´ ksia˛z˙ki. A jednak ta koperta była
zaadresowana tak wyra´znie, ˙ze nie było mowy o pomyłce:
Pan H. Potter
Komórka pod Schodami
Privet Drive 4
Littie Whinging
Surrey
Koperta była gruba i ci˛e˙zka, z ˙zółtawego pergaminu, a adres wypisano szmaragdowozielonym
atramentem. Nie było ˙zadnego znaczka.
Odwróciwszy koperte˛ drz˙a˛ca˛ re˛ka˛, Harry dostrzegł woskowa˛ piecze˛c´ z herbem:
lew, łabe˛dz´, borsuk i wa˛z˙ wokół duz˙ej litery H.
— Pospiesz sie˛, chłopcze! — krzykna˛ł z kuchni wuj Vernon. — Co ty tam
robisz? Sprawdzasz, czy w listach nie ma bomby? — Zachichotał z własnego
dowcipu.
Harry wrócił do kuchni, wcia˛z˙ wpatruja˛c sie˛ w swój list.Wre˛czył wujowi Vernonowi
rachunek i pocztówke˛, usiadł i zacza˛ł powoli otwierac´ z˙ółta˛ koperte˛. Wuj
Vernon rozerwał rachunek, chrza˛kna˛ł z niesmakiem i rzucił okiem na pocztówke˛.
—Marge jest chora—poinformował ciotke˛ Petunie˛.—Jadła jakies´ tra˛biki. . .
— Tato!— zawołał Dudley.—Tato, Harry co´s dostał!
Harry rozkładał ju˙z list, napisany na takim samym grubym pergaminie, kiedy
mu go wyrwała r˛eka wuja Vernona.
— To do mnie! — powiedział Harry, próbuja˛c odzyskac´ list.
— Tak? A niby kto miałby do ciebie napisa´c? — zarechotał wuj Vernon,
otwieraja˛c list jednym ruchem.
Jego twarz zmieniła sie˛ z czerwonej na zielona˛ szybciej niz˙ s´wiatła na rogu
ulicy. A na tym si˛e nie sko´nczyło. Po kilku sekundach poszarzała ju˙z jak stara
owsianka.
—P-Petunio!— wyrzucił z siebie wraz z oddechem.
Dudley próbował złapa´c list, ˙zeby go przeczyta´c , ale wuj Vernon trzymał kartke
˛ z dala od niego. Ciotka Petunia łapczywie chwyciła list i przeczytała pierwsza˛
linijke˛. Przez chwile˛ wygla˛dała tak, jakby miała zemdlec´. Złapała sie˛ za szyje˛
i wydała kilka dz´wie˛ków charakterystycznych dla osób, które sie˛ krztusza˛.
—Vernon! O Bo˙ze. . . Vernon!
Wpatrywali sie˛ w siebie, jakby zapomnieli, z˙e Harry i Dudley sa˛nadal w kuchni.
Dudley nie był do tego przyzwyczajony. Pacna˛ł ojca smeltingiem w głowe˛.
—Chc˛e to przeczyta´c — oznajmił gło´sno.
— Nie, ja chce˛ to przeczytac´ —krzykna˛ł Harry—bo to list do mnie!
24
Transport Gdynia
 
Właściciel tej strony nie aktywował dodatku "Toplista"!
Reklama
 
 
zzz
Herb Szczawnicy
 
Badania sondażowe
 
sonda
 
 
Łącznie 98281 odwiedzający (240094 wejścia) tutaj!
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=